Na czym polega fenomen “Baby Shark”?


“Baby Shark Dance” funkcjonuje w internecie od 2016 roku, a ja się dowiedziałam o nim…wczoraj. I to nie sama, a koleżanka mi podesłała. Gdy powiedziała mi ile wyświetleń na YouTube ma ten teledysk, zdębiałam. Stwierdziłam, że trzeba zgłębić ten fenomen. Co w “Baby Shark Dance” jest takiego wyjątkowego, że oglądają go MILIARDY dzieci na całym świecie?? To za chwilę. Najpierw – dla tych, którzy, tak jak ja, dopiero się dowiedzieli o tym niebywałym zjawisku – obejrzyjcie, o czym w ogóle mowa.

Gwarantuję, że teraz cały dzień będzie Wam chodziło po głowie “doo-doo-doo-doo”. No. To teraz do rzeczy.

Prawie 4 mld wyświetleń na YouTube – jak to się robi?

Przepis na sukces wydaje się być banalnie prosty. Chwytliwa melodia (w tym wypadku oparta na dokładnie czterech dźwiękach), powtarzalność (shark, doo-doo), łatwy do zapamiętania tekst, zabawny filmik, prosta choreografia. Takich filmików na YouTube jest mnóstwo, a wybił się ten jeden. Gusta ludzi są zmienne. Była Macarena, Gangnam Style. Przebija się to, co jest nowe, czego jeszcze nie było. Czasem tylko jeden element przyciąga uwagę i mamy komercyjny sukces. “Baby Shark” w wersji koreańskiej grupy Pinkfong zajmuje piąte miejsce na liście największej oglądalności YouTube (pierwszą lokatę zdobyło “Despacito” – 6,52 mld wyświetleń[1]). Swoją drogą – usłyszeliście we wstępie teledysku motyw z filmu “Szczęki”? Tak naprawdę fragment ten został zaczerpnięty z IX Symfonii Antonina Dvořáka.

Pinkfong nie byli pierwsi

Pochodzenie piosenki “Baby Shark” sięga początków XX wieku. Śpiewano ją do ogniska. W oryginalnych wersjach tekstu rekiny polowały na ryby i zjadały marynarzy. Taneczna wersja “Baby Shark” została spopularyzowana na YouTube w 2007 roku przez niemiecką artystkę Alexandrę Müller. “Kleiner Hai” (tłum. mały rekin) nawiązuje do tematu z filmu “Szczęki” i opowiada historię młodego rekina, który dorasta i zjada pływaka. Amatorskie nagranie szybko zyskało popularność i zostało przerobione na teledysk. W 2011 roku animator dziecięcy Johny Only wydał swoją własną aranżację “Baby Shark”. Usunął z niej wszystkie dramatyczne sceny, a piosenka stała się historią o rodzinie rekinów. To właśnie jego wersja najbardziej przypomina tę, do której teledysk stworzyli Pikfong. (Johny Only pozwał Pinkfong o naruszenie praw autorskich, sprawa jest w toku).[2] Na YouTube można obejrzeć też piosenkę “Baby Shark” z 2011 roku stworzoną przez The Learning Station, którzy twierdzą, że to ich wersja jest oryginalna. Nic dziwnego. Piknfong zarobił dzięki teledyskowi miliony dolarów[3], a wersje wcześniej wspomnianych wykonawców nie były tak popularne.

Co w tej piosence dobrego?

Dla mnie największym plusem jest prosty tekst w języku angielskim. Melodia wpada w ucho, więc dla malucha jest to okazja, by nauczyć się nowych słów. Do tego ruch przy muzyce – jest jak najbardziej rozwijający. Skala jest dla dziecka odpowiednia, może bez trudu powtórzyć melodię. Muzyka nie jest najwyższych lotów, ale mogłaby być gorsza. Podoba mi się, że choreografię wykonują dzieci, a nie animowane postaci w stylu “Gummy Bear”.

Co widzę gorszego?

Jest jeden poważny mankament – brak pauzy na wzięcie oddechu we frazie. Dziecko nie ma aż tak dużej wydolności oddechowej, zeby móc zaśpiewać cztery takty wypełnione drobnymi nutami bez dobierania oddechu, po czym powtorzyć taki cykl kolejne razy. Do tego ma jeszcze tańczyć. Sami spróbujcie i zobaczcie czy nie będziecie mieć zadyszki. I jeszcze jedno. Wiecie już, że jestem zwolenniczką słuchania różnorodnej muzyki. Kiedy słyszę, że w niektórych domach odtwarza się “Baby Shark” przez cały dzień, zadaję sobie jedno pytanie: “Rodzice, nie dostajecie szału??”. Owszem, puśćmy piosenkę nawet kilka razy jeśli dziecku się podoba, ale potem zaproponujemy inny rodzaj muzyki (np. z mojej playlisty). Wiece, to tak jak z rozszerzaniem diety. Jeśli na początku dacie dziecku zjeść czekoladkę, to raczej nie będzie chciało potem próbować brokuła. I za Chiny nie wytłumaczycie mu, że czekoladka jest mniej wartościowa. Dokładnie tak samo jest z piosenkami typu “Baby Shark”. Co za dużo to niezdrowo.

Szał na “Baby Shark” trwa

Firmie, do której należy grupa Pinkfong nie wystarczy popularność jednego teledysku. Oprócz nowych filmów wideo, które są stale publikowane na kanale YouTube, firma uruchomiła linię lalek, książek, t-shirtów, a nawet akcesoriów telefonicznych.[4] Ma również powstać serial animowany o rodzinie rekinów za pośrednictwem telewizji Nickelodeon.[5] W Ameryce odbywa się trasa koncertowa “Baby Shark Live!” która (cytuję) oferuje “jedyne w swoim rodzaju doświadczenie na żywo” z rodziną rekinów.[6] Stworzono również Baby Shark Challenge, który polega na tym by odtworzyć choreografię z teledysku, idąc obok wolno jadącego samochodu. Wygląda to tak, jakby tańczący “rekin” płynął. Dodatkowo wykonawcy często przebierają się za ryby.[7] Na samym Instagramie jest ponad 155 tys. postów z hasztagiem #babysharchallenge. Przyznam szczerze – dla mnie to kompletne wariactwo. Chyba się starzeję…

___________

A jak w Waszych domach? Tańczycie do “Baby Shark”? Czy (tak jak ja) nie wiedzieliście o jego istnieniu?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *