Dla rodzica,  Muzyka a rozwój dziecka,  Rozmowy o muzyce,  Wszystkie wpisy

Najprościej o teorii Gordona – opowiadają Ania i Staś z „Mama śpiewa, Tata gra”

Jak ja czekałam na ten wywiad! Jestem bardzo wdzięczna Ani i Stasiowi z „Mama śpiewa, Tata gra”, że mimo ogromnej ilości zajęć znaleźli czas na udzielenie odpowiedzi na moje pytania. Wokół teorii Gordona urosło mnóstwo mitów i zależało mi na tym, by wszelkie wątpliwości rozwiali specjaliści od teorii Gordona. Mogę Wam zapewnić, że ten wywiad to jest sztos! Jak wyglądają właściwie prowadzone gordonki? Jak wyglądają etapy rozwoju muzycznego małego dziecka? Najprościej i najbardziej zrozumiale opowiadają Oni – Ania i Staś Czajowie.

Ania i Staś Czajowie -

Ania i Staś Czajowie – „Mama śpiewa, Tata gra”

„Mama śpiewa, Tata gra” tworzy małżeństwo muzyków i pedagogów – Ania i Staszek Czajowie. Rodzice Wojtka, Ignasia i Marianki. Prowadzą zajęcia umuzykalniające wg teorii uczenia się muzyki E.E. Gordona. Podczas zajęć główną rolę odgrywa głos – prowadzących i dzieci. Dzięki obecności dwóch instruktorów możliwe jest prezentowanie dzieciom melodii śpiewanych na głosy. Na początku 2021 roku Ania i Staś stworzyli album z gordonowskimi śpiewankami „PABABAPA na dobry dzień”.

Natalia: Jak zaczęła się Wasza przygoda z prowadzeniem zajęć gordonowskich?

Ania: Moja przygoda z E.E. Gordonem zaczęła się w 2011 roku.  Uczyłam się wtedy w Szkole Muzycznej przy Bednarskiej – byłam w klasie wokalu – i znajoma poleciła mi wakacyjny kurs gordonowski, dzięki któremu będę mogła prowadzić zajęcia muzyczne z najmłodszymi. Po ukończeniu kursu prowadziłam zajęcia w warszawskich klubokawiarniach i pracowałam w szkole podstawowej  w edukacji wczesnoszkolnej.  W tej pracy sporo elementów teorii Gordona wykorzystywałam w pracy z dziećmi klas 1-3. Do zajęć gordonowskich z niemowlętami i maluszkami w wieku żłobkowym wróciłam w 2017 roku, kiedy urodził się nasz pierwszy synek – Wojtuś. Postanowiłam zorganizować grupę zajęciową zebraną z dzieci naszych znajomych. I tak od jednej, nieformalnej grupy rozkręciła się nasza działalność.

Staś: Ja Gordona poznałem dzięki Ani, właśnie wtedy kiedy wpadła na ten pomysł prowadzenia zajęć. Początkowo występowałem tylko w roli opiekuna naszego Wojtka (i…kierowcy 😊). Z czasem zacząłem brać coraz bardziej aktywny udział w zajęciach dośpiewując drugie głosy do melodii. Sporo czasu zajęło mi przełamanie się i otworzenie na konwencję takich zajęć. Czułem wewnętrzny opór przed pozbyciem się pewnego rodzaju skrępowania i zachowywania się trochę jak małe dziecko 😊. Dzisiaj wspomnienie tamtych doświadczeń pomaga mi spojrzeć z większym zrozumieniem na rodziców, którzy mają opór przed aktywnym udziałem w zajęciach. Po dwóch latach pojechałem na pierwszy kurs (Music Moves for Piano – nauka gry na fortepianie zgodnie z teorią uczenia się muzyki Edwina E. Gordona), a w 2019 zrobiłem już „długi” kurs „Improwizuję, czyli audiuję – I stopnia” organizowany przez PTEEG (Polskie Towarzystwo Edwina Eliasa Gordona).

N: Na czym (w skrócie) polega teoria Gordona i dlaczego jest ona wykorzystywana w umuzykalnieniu niemowląt i małych dzieci?

A: Może warto na początku powiedzieć kim był profesor Edwin Elias Gordon. Był pedagogiem, psychologiem muzyki i muzykiem jazzowym. Stworzył nowatorską teorię uczenia się muzyki opartą na sekwencyjnym uczeniu się. Brzmi niezrozumiale? Chodzi o to, że proces uczenia się (także muzyki) przebiega wg kolejnych, właściwych rozwojowi dziecka, etapów. Najprościej będzie wyjaśnić to przez analogię do nauki języka ojczystego, której używał Profesor…

S: No właśnie. Zobaczmy jak to jest z tą nauką języka ojczystego. Czy my UCZYMY dziecko tego języka? Czy mamy takie konkretne założenie: „ojej, muszę nauczyć moje dziecko polskiego”? Czy mamy w planie dnia pozycję pod tytułem „nauka języka ojczystego”? Odpowiedź jest prosta: NIE 😊 Właściwe w tym przypadku będzie stwierdzenie, że to dziecko UCZY SIĘ tego języka, a nie my je UCZYMY. A kiedy to się dzieje? I jak? Poprzez słuchanie. Słuchanie rodziców, opiekunów, innych osób. Tego, co mówią do dziecka i do siebie nawzajem. I czy od razu dziecko zaczyna mówić? No nie… Początkowo tylko słucha, potem zaczyna wydawać dźwięki przypadkowe, nienawiązujące do tego, co my mówimy. Z czasem jednak jego wypowiedzi zaczynają coraz bardziej przypominać nasz język ojczysty: pojawiają się pierwsze sylaby, słowa, proste zdania itd. I tak samo jest z muzyką. Pierwszy etap to osłuchiwanie się. Potem pierwsze wypowiedzi muzyczne, czyli pojedyncze dźwięki (na początku niezwiązane z melodią, skalą w której śpiewamy, z czasem już coraz bardziej do niej nawiązujące). Kolejno coraz dłuższe, kliku dźwiękowe sekwencje imitujące to, co dziecko usłyszało lub do tego nawiązujące. I w końcu całe melodie, piosenki itd.

A: I znając te etapy (sekwencje) rozwoju muzycznego dziecka my, jako prowadzący zajęcia gordonowskie, powinniśmy dostosować treści i „zadania” do wieku muzycznego małych uczestników. Na przykład niemowlakom nie będziemy proponowali powtarzania trzydźwiękowych motywów (melodycznych lub rytmicznych), ale przedszkolakom, które od jakiegoś czasu są umuzykalniane w zgodzie z teorią prof. Gordona, już tak 😊

S: Profesor zbadał jeszcze jedną rzecz, o której warto wspomnieć. Niezwykle ważne jest abyśmy  otaczali dziecko różnorodną muzyką. Czyli zróżnicowaną pod względem gatunku, pochodzenia, instrumentarium, ale też skal muzycznych w których dana melodia jest utrzymana. Stąd na zajęciach nie ograniczamy się tylko do dwóch najbardziej znanych skal czyli dur i moll. Podczas badań Gordon przeprowadził taki eksperyment: zgromadził dwie grupy dzieci w podobnym wieku (biologicznym i muzycznym). Przez pewien czas (ten sam dla obu grup) dzieci uczestniczyły w zajęciach umuzykalniających. Z tym, że jedna grupa słuchała, uczyła się i śpiewała piosenki tylko w skali durowej, a druga w durowej oraz innych skalach modalnych. Na koniec dzieci dostały zadanie by nauczyć się śpiewać piosenkę w skali durowej. Zaskakujące było to, że lepiej z tym zadaniem poradziła sobie grupa, która obcowała z melodiami nieograniczonymi tylko do tych w dur..

A: Dzieci uczą się przez porównywanie, czy też inaczej różnicowanie. Zatem im bardziej różnorodny materiał im dostarczymy, tym lepiej i szybciej będzie przebiegała nauka. Podobnie w nauce języka ojczystego: jeśli damy dziecku możliwość obcowania z bogatym słownictwem, z mądrymi i różnorodnymi stylistycznie książkami to jego własny zasób słów będzie obfity, ciekawy. Nie muszę mówić, że jest to po prostu DOBRE dla dziecka. 😊

S: Niewątpliwym atutem tej teorii jest to, że dzięki pracy na uczelni i współpracy ze studentami prof. Gordon miał możliwość obserwacji (oczami swoimi i swoich studentów) bardzo dużej liczby dzieci w bardzo różnych grupach (wiekowych i z różnym doświadczeniem muzycznym). Teoria uczenia się muzyki powstała jako efekt tychże badań bez konkretnych założeń badawczych, które miały się potwierdzić lub nie.

A: Dodałabym, że podczas zajęć gordonowskich dziecko poprzez zabawę uczy się rozumieć muzykę. To rozumienie nazwano „audiacją” – muzycznym myśleniem.

N: Kiedyś jedna mama napisała mi: „Wszyscy chodzą na te gordonki, a ja nie widzę w nich nic szczególnego. Równie dobrze sama mogę śpiewać dziecku w domu”. Prawda to, czy nie? Czy śpiewanie w domu jest tym samym, co udział w zajęciach gordonowskich?

S: Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że dzisiaj niemal większość zajęć muzycznych dla najmłodszych nazywa się „gordonkami”, mimo, że nie mają wiele wspólnego z założeniami teorii. Wiemy to od rodziców, którzy przychodzą na nasze zajęcia i opowiadają, że chodzą/chodzili w inne miejsca, do innych prowadzących. Niestety z ich opisu wynika, że na zajęciach nie było kluczowych elementów… Oczywiście, że śpiewanie Rodzica w domu z dzieckiem jest jak najbardziej wartościowe i godne pochwały. Myślę, że każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie. Zasadniczą kwestią jest poziom zdolności i umiejętności rodzica. Wspomniałem już wcześniej, że dzieci uczą się przez różnicowanie (czyli porównywanie), dlatego śpiewamy na zajęciach do i dla dzieci wykorzystując różne skale (nie tylko dur i moll) oraz rytmizujemy w nieregularnych rytmach. Czy nasza „statystyczna” mama będzie potrafiła to zrealizować?

A: Poza tym, skoro mowa o różnicowaniu, to przecież wartością dodaną będzie osłuchiwanie się z głosami innych osób, a nie tylko mamy. Jedna osoba nie zaśpiewa w harmonii (a więc w więcej niż jednym głosie). Ponadto do zrealizowania drugiego głosu, który pozostanie zgodny z daną skalą muzyczną i podkreśli jej kluczowe elementy potrzeba konkretnej wiedzy i doświadczenia. Kolejna kwestia to aspekt społeczny. W grupie osób (małych i dużych) czasem łatwiej będzie się ośmielić dziecku do pewnych zachowań. Jeśli dziecko zobaczy rówieśników, którzy poruszają się, odzywają, śpiewają, być może będzie mu łatwiej podjąć wymienione aktywności…

N: Mam wrażenie, że gordonki stały się ostatnio modne, a „specjaliści” od Gordona wyrośli jak grzyby po deszczu. Po czym rodzic może poznać, że zajęcia prowadzone są na dobrym poziomie?

S: Zajęcia gordonowskie wyróżnia kilka konkretnych elementów: realizowanie naprzemiennie melodii utrzymanych w skalach (dur, moll naturalna i harmoniczna, frygijska, lidyjska, miksolidyjska, lokrycka) i rytmiczanek w rytmach nie tylko regularnych (3/4, 4/4, 5/4, 7/4, 10/4 itp). Poza tym po piosence lub rytmiczance powinny pojawić się motywy (czyli krótkie dwu, trzy, cztero dźwiękowe „zagadywanki” do dzieci). Niektóre z nich prowadzący będzie zachęcał by powtórzyć, inne pozostaną bez powtórzenia z zostawioną po nich chwilą ciszy.

A: Skoro już jesteśmy przy ciszy, to jest to bardzo ważny element zajęć. Po piosence, rytmiczance, motywie powinna pojawić się cisza. To czas na AUDIACJE (już mówiliśmy, że to „muzyczne myślenie”). Jest to czas by dziecko mogło przeanalizować to, co słyszy, odpowiedzieć sobie „w głowie” lub werbalnie. Na zajęciach mogą być używane różne gadżety. I tak naprawdę nie jest istotne co to konkretnie będzie. Każdy prowadzący może mieć swój zestaw pomocy, które używa. Mogą to być zwiewne chusty, piłki pluszowe, chusta animacyjna, bańki mydlane, piórka itd. I uwaga, te gadżety nie są tak naprawdę istotne, ani niezbędne do przeprowadzenia zajęć. Mają pomoc prowadzącym utrzymać dłużej skupienie i uwagę małego dziecka (które jak wiemy trwa bardzo krótko) oraz mają za zadanie podkreślić jakiś aspekt muzyki (lekkość, płynność lub ciężar ruchu, akcent itp).

S: Generalnie w zajęciach (przynajmniej naszych) wszystko co się dzieje jest „po coś” 😊 Nie jest to tylko czas rozrywki dla dzieci, czy też zabawy z rodzicem/opiekunem. Oczywiście, na zajęciach wszystko jest w formie zabawy, ale celowej. Celem głównym i nadrzędnym jest umuzykalnienie dzieci. A jeśli przy okazji dzieci zdobędą inne umiejętności, bądź  rozwiną pozamuzyczne kompetencje to…tylko się cieszyć. 😊

Całkiem niedawno wydaliście płytę z gordonowskimi śpiewankami (nie raz już polecałam ją moim czytelnikom). Wiem, że w przygotowaniu jest następna. Opowiedzcie trochę o niej. Czym będzie się różnić od poprzedniej?

A: Tak, stworzyliśmy album muzyczny „PABABAPA na dobry dzień”, a kolejny album będzie kontynuacją – „PABABAPA na spokojną noc”. Album będzie zawierał popularne kołysanki (nie tylko polskie) oraz nasze autorskie rytmiczanki.

S: Czyli konwencja dokładnie ta sama. Różny będzie repertuar i charakter. Będzie na pewno spokojniejsza. Wszystko oczywiście w zgodzie z założeniami teorii uczenia się muzyki profesora Edwina Eliasa Gordona!

______________

Nie mam nic dodania 🙂 Zachęcam Was jedynie, byście zajrzeli na stronę Grow With Music , śledzili Fanpage i Instagram „Mama śpiewa, Tata gra” a jeszcze lepiej, byście wybrali się na ich zajęcia stacjonarne. Myślę, że Ania i Staś rozwiali wiele Waszych wątpliwości, ale jeśli nadal macie jakieś pytania – piszcie śmiało. Komentarze są dla Was 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *